- 01
Wbrew bliskości kulturowej węgierski nie ma nic wspólnego z polskim pod względem językowym. Należy do rodziny uralskiej, a jego najbliższymi krewnymi są fiński i estoński – oddalone o ponad tysiąc kilometrów. Powiedzenie 'Polak, Węgier – dwa bratanki' mówi o historii, nie o gramatyce. Dlatego praktyka ze słuchu daje Polakom większe przyspieszenie niż kolejny kurs teoretyczny.
- 02
Alfabet węgierski zawiera 14 samogłosek, w tym 'ö', 'ő', 'ű' i różnicę między krótkim 'a' a długim 'á'. Dla polskiego ucha, które nie rozróżnia długości samogłosek, to największa przeszkoda w rozumieniu: 'hat' (sześć), 'hát' (plecy) i 'het' (siedem) to trzy różne słowa. Regularny trening słuchowy oswaja te różnice szybciej niż jakakolwiek reguła gramatyczna.
- 03
Węgierski jest aglutynacyjny – przyrostki doklejają się do rdzenia jak klocki, a jedno słowo potrafi zastąpić całe polskie zdanie. Gdzie Polak powie 'w moich domach', Węgier użyje 'házaimban'. Oswojenie tego mechanizmu w kontekście, a nie przez tabelki, to połowa sukcesu – i dokładnie to, czego uczą klikalne historie w Erla.
- 04
Polszczyzna zawdzięcza węgierskiemu więcej słów, niż się wydaje: 'hajduk', 'giermek' czy 'huzar' to zapożyczenia z kraju bratanków. W drugą stronę świat dostał od Węgrów 'coacha' (od miasta Kocs), 'paprikę', 'gulasz', kostkę Rubika i trzynastu noblistów. Każde z tych słów to gotowa zaczepka dla Twojego słownictwa w Erla.
- 05
Szyk zdania po węgiersku jest bardziej elastyczny niż po polsku – przestawianie słów zmienia to, co mówca podkreśla, a nie samą treść. Dlatego rodowici Węgrzy brzmią 'dziwnie' nawet dla osób, które znają gramatykę: podmiot może paść na początku, w środku lub dopiero w końcówce zdania. Rozumienie tego wymaga wytrenowanego ucha, a nie słownika w kieszeni.